Samochodem po Anglii
Dopóki jeszcze mieszkamy na prowincji, trzeba szybko zwiedzić tę część Anglii. W maju byliśmy na dwóch wyprawach. Jedna po West Midlands, druga po East Midlands. Pierwsza z rodzicami, którzy odwiedzili nas na tydzień, druga w dwójkę.
Warwickshire to część West Midlands. Coventry, gdzie mieszkamy w tej chwili, jest największym (ale nie najpiękniejszym
) miastem tego hrabstwa. Mamy chyba szczęście do miast zniszczonych całkowicie podczas WWII. Najpierw Warszawa, teraz Coventry, następne będzie chyba Drezno albo Hiroszima. Kto wie. No więc Kowentrowa (jak je nazywamy ze względu na liczbę rodaków) nie zwiedzaliśmy zbyt intensywnie (bo ile można chodzić po galeriach handlowych?), za to przejechaliśmy się po okolicznych zamkach i miasteczkach, co na zdjęciach możecie obejrzeć tu: Zdjęcia z Warwickshire. Zamek w Warwick naprawdę rządzi. Świetnie zrobione wnętrza, jakby się czas zatrzymał kilka wieków temu, ogromny rozmiar, baszty, piwnice z lochami, wszystko co w zamku być powinno. Bardzo polecam. Zupełnie inny jest Kenilworth, gdzie zamek nie jest tak dobrze zachowany ale też ma swój klimat. Stratford Upon Avon to miasto, w którym wszystko jest Szekspirem. Nawet kafejki nazywają się od sztuk mistrza, lub członków jego rodziny. Niestety w okresie Bank Holiday było dość tłoczno, więc wybraliśmy się na spacer po mniej uczęszczanych miejscach, m.in. do kościoła w którym znajduje się grób Williama i jego żony.
Wycieczka do East Midlands była dwudniowa i w przeciwieństwie do Warwickshire pogodę mieliśmy iście angielską (nie padało może kilka godzin w Lincoln i Newark). Zdjęcia możecie obejrzeć tu: Zdjęcia East Midlands. W Nottingham (miasto Robin Hooda i klubu Nottingham Forest) najbardziej podobały nam się jaskinie podmiejskie (coś a’la Sandomierz), do których wchodzi się z… wybudowanego nad nimi w latach 60-tych hipermarketu. W Newark zupełnie niespodziewanie natknęliśmy się na polski cmentarz wojenny, na którym pochowane jest to co zostało z gen. Sikorskiego oraz ciała trzech polskich prezydentów na emigracji, a także prawie 300 lotników z Drugiej Wojny. Lincoln to chyba najładniejsze miasto jakie widzieliśmy do tej pory w Anglii. Tamtejsza katedra jeszcze tuż przed budową Wieży Eiffela była najwyższym budynkiem w Europie. Do dziś robi wrażenie. Całe miasteczko jest również bardzo sympatyczne, mnóstwo wzniesień i koślawych uliczek, pełno bardzo starych kamieniczek, można by tam przechodzić kilka dni. Niestety mieliśmy tylko kilka godzin…
W drodze powrotnej chcieliśmy coś zjeść w Leicester. Po obejściu całego centrum wzdłuż i wszerz wylądowaliśmy w Pizzy Hut. Nie, nie polecam tego miasta. Cztery ostatnie zdjęcie właśnie stamtąd.
Aha no i tak… jeździłem po lewej stronie. Najpierw Oplem Corsą (przepraszam, Vauxhall Corsą), potem nowym Punto. I przeżyłem. O dziwo, skręcanie w lewo na rondzie wydaje mi się teraz całkowicie naturalne.
Obiecuję, że kolejny wpis będzie o IT

English version
Zdjęcia, jak widokówki. Cmentarz robi wrażenie : Sikorski i……. Małysz.
Świetne zdjęcia robione z góry. Nieźle wygląda boisko do koszykówki na dziedzińcu zamczyska.