Niedawno pisałem o nowym pomyśle rządu nazwanym ‘Laptop dla każdego gimnazjalisty’ (por. Laptop dla każdego dziecka – jak to zrobić). Dziś opublikowałem na jakilinux.org wywiad z profesorem Maciejem Sysło z UWr/UMK, ekspertem pracującym w zespole KPRM nad tym właśnie programem.
W wywiadzie poruszam takie kwestie jak możliwość wykorzystania wolnego oprogramowania przy tworzeniu platformy edukacyjnej, czy istotność projektu “Wolne podręczniki”. Profesor nie wydaje się być fanem tych rozwiązań. Nie jest też bardzo chętny do dyskusji o technikaliach, które uznaje za mniej istotne niż samą edukacyjną część programu.
Polecam zapoznanie się z poglądami profesora, bo jakby na to nie patrzeć, również od jego rad udzielonych rządowi i MEN zależeć będzie na co pójdą pieniądze z naszych podatków.
This entry was posted
on czwartek, Październik 2nd, 2008 at 15:22 and is filed under laptop.
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.
You can leave a response, or trackback from your own site.
Literówki najlepiej zgłaszać jabberem: michuk@jakilinux.org!
W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
- Link: <a href="http://osnews.pl">OSnews: niusy komputerowe</a>,
- Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
- Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
- Przekreślenie: <strike>
tekst przekreślony</strike>,
- Kod: <code>
printf("blok kodu");</code>,
- Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>
Uwaga: jeśli dodasz nieznany znacznik, będzie on niewidoczny, gdyż system filtruje takie znaczniki.

Wszystkie autorskie teksty na blogu borys.musielak.eu publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska. Uwaga, jeśli nius jest cytatem z innej strony to obowiązuje licencja cytatu, a kopiując go należy podać link również do tej strony!
Witam.
Primo, szacun za przeprowadzenie wywiadu. Secundo, odniosłem wrażenie, że profesor bardzo dobrze rozumie, co jest do osiągnięcia przez taki program oraz jak wiele można przez niego zepsuć. Rzeczywiście deklaruje mniejsze zainteresowanie kwestiami technicznymi niż samym procesem edukacji – i, jak sądzę, słusznie! Cokolwiek by nie robić, sytuacja wygląda tak, że stoimy przed ścianą niemożności – totalny brak wiedzy technicznej, brak zrozumienia, po co istnieją komputery i jak je można wykorzystać.
Exemplum: “lekcje informatyki” z moich czasów licealnych (koniec lat 80-tych, początek 90-tych) – stacje, chyba commodore, złączone z monitorami. Na klawiaturze wielki wtyk na kartridż. W kompie startuje LOGO. Nuda. Uczymy się przekonać żółwia, żeby chodził w kółko, zrobił pentagram itp. Ciekawe to było dla może dwóch chłopaków i żaden z nich nie został programistą (choć paru zostało). Ale nikt nie wytłumaczył na wstępie, o co właściwie chodzi. A my chcieliśmy “zobaczyć cuda” z komputerami, bo niektórzy jeszcze w życiu komputera nie widzieli.
Teraz sprawy mają się zapewne inaczej, ale też bez sensu. Dziś młodzież chce na komputerach grać, grać, potem długo nic, wreszcie komunikować się, długo nic, użyć czasem, żeby wyprodukować zminiaturyzowaną ściągę… i dopiero tutaj zaczyna się nauka przydatnych W PRACY narzędzi.
Czyli trzeba tak czy siak zacząć od pokazania uczniom, do czego naprawdę służy komputer. Obawiam się, że nie da się tego zrobić inaczej jak przez zmuszanie, jak do nielubianego, ale koniecznego do egzaminu przedmiotu.
A pomysł rządu z laptopami nie powstał, żeby zrobić coś dobrego, tylko osiągnąć sukces PR – jeżeli rozdadzą np. 200K laptoków za 200M PLN, to prasa to opisze – to jest informacja zrozumiała, prosta i czytelna. Ale jak pokazać w tvn24 istotę niemalże rewolucji edukacyjnej, jakiej można by dokonać dzięki sieciom i komputerom?
Jedyne, co zapewne będzie można w tej sprawie zrobić, to gdzieś po drodze starać się wcisnąć swoje trzy grosze, poprawić tu i ówdzie. To wszystko.