Protesty w Londynie (G20) – “byłem tam”
W niedawnym tekście na DO.org.pl Barbara Romer pisała o tym jak rozpętała światowy kryzys finansowy i dlaczego wybiera się w akcie protestu do Londynu podczas szczytu G20. Nie wiem czy pojawiła się w brytyjskiej stolicy, ale… ja tam byłem.
To znaczy dokładnie to… byłem w pracy, kiedy to manifestanci rozłożyli improwizowane miasteczko namiotowe pod biurowcem 99 Bishopsgate.
Przed groźnymi manifestantami przestrzegano nas już od tygodnia. Dział HR mojej firmy słał do wszystkich pracowników złowieszcze raporty na temat spodziewanych zamieszek. Doszło nawet do tego, że kazano nam ubrać się w sposób “nie budzący podejrzeń”, że możemy być pracownikami banków, czyli w dżinsy i t-shirt. Jak się okazało, podobne maile dostali pracownicy innych firm działających w londyńskim City. W porannej drodze do pracy przecierałem oczy ze zdumienia widząc wysokich rangą menedżerów, dyrektorów czy nawet zwykłych ochroniarzy ubranych… normalnie. Nienadętych. Paradujących po Liverpool Street w swoich ulubionych adidasach, wytartych spodniach i podkoszulkach. Bezcenne.
Manifestacja na Bishopsgate rozpoczęła się około południa. Nie miała ona wiele wspólnego ze światowym kryzysem ekonomicznym — była skierowana przeciw globalnemu ociepleniu i zmianie klimatu. Taka a nie inna lokalizacja została wybrana z powodu znajdującej się na przeciw mojego wieżowca siedziby European Climate Exchange. O tym, że “coś się dzieje” dowiedziałem się od kolegów z pracy, którzy rzucili się nagle do okien i namiętnie coś komentowali.

Widok na ulicę z drugiego piętra 99 Bishopsgate
- Co za banda idiotów, wzięliby się lepiej do pracy!
- Wow, ale czad! Namioty mają!
- Ciekawe czy będzie rozróba?…
Sam się zaciekawiłem, więc poszedłem sprawdzić na dół…
Jak się okazało, główne wejście do budynku zostało zamknięte, trzeba się było ewakuować przez garaże. Safety first. Oto co zobaczyłem:

Bishopsgate, ziemia. Widok w stronę Tamizy
Sporo różnego typu osobistości. Jedni tańczą do muzyki grającej z boomboksa, inni robią zdjęcia, jeszcze inni po prostu stoją i trzymają transparenty. Między innymi takie jak ten z prawej.
Nie dzieje się bardzo wiele. W pewnym momencie wszyscy cichną i jakaś kobieta zaczyna przemawiać…

Jeden z transparentów
Lecę z pamięci: “[...] jesteśmy na progu wielkich zmian, które muszą nadejść [...] musimy to zrobić razem [...] to nie będzie proste, ale razem trzeba to zrobić [...]”
Panią zagłusza jakiś helikopter lecący nad City. Zdenerwowali ludzie podejrzewają prowokację. Helikopter odlatuje, pani nawija dalej. Ale ja idę na spacer, zatłoczonym Bishopsgate.
Jest naprawdę sympatycznie. Gdyby nie to, że praktycznie więcej było policji (patrz zdjęcie niżej) niż demonstrantów można się było w City poczuć przez chwilę jak na Przystanku Woodstock, czy choćby warszawskiej Paradzie Równości. Kolorowe ubrania, uśmiechnięte twarze. I wspólny wróg: kapitalizm, neo-liberalizm, rządy i korporacje.
Sam nie stoję chyba po żadnej stronie tej barykady. Pracuję dla banku, ale jako programista. Nie odpowiadam za credit crunch. Chyba, że współodpowiedzialnością można nazwać pisanie efektywnych systemów do handlowania wyimaginowanymi towarami (w moim przypadku swapy i swapcje). Nie jestem też do końca sercem z manifestantami. Wolę manifestować w konkretnej sprawie. Manifestacja przeciw zmianie klimatu czy przeciw kapitalizmowi jako takiemu wiele nie zmieni. Bo nie ma oferty alternatywnej.

Opanowany przystanek autobusowy, w tle 99 Bishopsgate

Policjanci nie mieli wiele do roboty
Ale cieszę się, że manifestacje się odbyły. Te w okolicach Liverpool Street i Bishopsgate (w przeciwieństwie do rozrób przy Bank od England) były pokojowe i wprowadziły nieco pogodnego nastroju do skostniałego i smutnego City.
Borys
Więcej zdjęć z dzisiejszego dnia możecie obejrzeć w mojej galerii G20 Londyn, 1 kwietnia

English version
Odwalasz kawał dobrej roboty prowadząc jakilinux.org. Za obecność na G20 RESPEKT!