borys.musielak.eu


Laptop dla każdego dziecka – jak to zrobić

Media donoszą, że rząd będzie rozdawać dzieciom laptopy. Jak zwykle przy takich niusach bywa, pojawia się cała masa komentarzy. Rząd postradał rozum! Rozdawnictwo! Spisek korporacji! Są ważniejsze problemy do rozwiązania, dzieci niech się uczą z książek! Itp. Itd.

Sam nie wiem jeszcze właściwie nic o inicjatywie rządu, mam niestety wrażenie, że rząd również jeszcze dokładnie nie wie jak wyglądać ma wdrożenie tego pomysłu, pokuszę się jednak o krótką analizę tego co należałoby zrobić, żeby rzecz nie okazała się niewypałem za 500 mln złotych rocznie. W skrócie problemy możnaby sprowadzić do czterech spraw: logistyki, hardware, software i programu nauczania.

Logistyka

Po pierwsze, nie uważam, że z założenia rozdanie laptopów dzieciom jest złym pomysłem. A przynajmniej niewiele gorszym niż pomysł rozdawania książek czy innych materiałów wykorzystywanych do nauki w szkole. Problem z rozdawaniem jest jednak taki, że część osób nie szanuje należycie tego co “im się i tak należy”. 50 lat komunizmu zrobiło swoje i ciężko cokolwiek na to poradzić. Są jednak metody częściowego zabezpieczenia się przed problemami wynikającymi ze zniszczeniem laptopów czy zwykłym złodziejstwem (ojciec opyla sprzęt na targu za dwie połówki). Oto kilka pomysłów:

  • Domyślnie rodzice są zobligowani do kupienia laptopa swoim dzieciom. Sprzęt nie powinien kosztować więcej niż 400 złotych. To wydatek spory, ale akceptowalny dla większości rodzin.
  • Dzieci, którym rodzice nie kupią na własność laptopa, będą mogły uzyskać go od szkoły. Oczywiście nie będzie to zapewne nowy model, ale powinien być równie sprawny. Taki komputer będzie własnością szkoły. Trzeba go będzie oddać na czas wakacji i ferii (okresowa weryfikacja hardware i software), a po zakończeniu nauki w szkole, wraca on na stan i może posłużyć kolejnym dzieciom (o ile jest jeszcze sprawny).
  • Wartość rynkowa laptopa powinna być jak najniższa. To musi być urządzenie przygotowane do specyficznych celów (nauka, edukacja). To zniechęci przynajmniej część (myślę, że większą) osób do wszelkiego rodzaju szwindli.
  • Idealne rozwiązanie to to co zastosowano w projekcie OLPC, gdzie laptopy XO-1 niepodłączone przez odpowiedni czas do serwera weryfikacyjnego, przekształcają się w niefunkcjonalną “cegłę” (szczegóły techniczne do dopracowania, mówię o idei).

Hardware

Laptop, jeśli ma być noszony do szkoły codziennie, musi być bardzo lekki. Maksimum to 2kg, optymalnie kilogram. To wyklucza właściwie przekątną ekranu większą niż 10 cali. Mówimy więc o netbooku, a nie prawowitym laptopie. Cena takich urządzeń to obecnie ok 1000 zł. Przy masowym zamówieniu przez państwo możliwe byłoby zejście do 400 zł (tyle kosztują komputery XO-1 z projektu OLPC).Laptop powinien posiadać kartę WiFi, aby prosto dało się z niego korzystać w szkolnej sieci (taka oczywiście musi powstać w każdej szkole, w której będzie wdrożony projekt). Nie powinien mieć raczej karty 3G (f-cjonalność ta zbytnio by zwiększyła jego konkurencyjność na rynku) ani innych zbędnych dodatków.Najważniejszą rzeczą na której powinni się skupić zamawiający laptopy jest ich wytrzymałość. To szczególnie istotne dla komputerów wypożyczanych dzieciom. Nie można założyć, że laptop nigdy nie spadnie, nie poleci za okno wraz z plecakiem w ramach “żartu” rówieśników, czy też że ktoś na nim od czasu do czasu przypakiem nie usiądzie. Jednym słowem, to nie może być delikatne urządzenie, a raczej “wojskowy sprzęt”.

Software

Oprogramowanie w projekcie “laptopów dla dzieci” wydaje się o wiele ważniejsze niż sprzęt. Cały program nie ma sensu, jeśli na laptopach dzieci nie zainstaluje się specjalistycznego oprogramowania, które będzie wykorzystywane na lekcjach. I nie chodzi tu oczywiście o pakiet biurowy i przeglądarkę internetową (to oczywiste miniumu), lecz o oprogramowanie dostosowane do programu nauczania każdego z przedmiotów, na których wykorzystywane będą komputery. Bardzo możliwe, że część z tego oprogramowania trzeba będzie napisać specjalnie na potrzeby projektu, lub też przystosować istniejące już systemy do pracy w polskich warunkach. W tym momencie sama przychodzi oczywista możliwość wykorzystania i ulepszenia istniejącego wolnego oprogramowania przynajmniej w tych przypadkach, gdzie jest to możliwe i opłacalne.

Program nauczania

O ile logistyka jest ważna, żeby program w ogóle zacząć, hardware jest istotne, żeby komputery działały, a software, żeby nie były tylko dekoratorami ławek, to program nauczania i gruntowne zmiany w tym aspekcie są kluczem do sukcesu projektu.Rozumiem, że ideą przewodnią programu jest to, żeby komputery wykorzystywane były na każdej lekcji, na każdym przedmiocie, a nie tylko w wyznaczonych godzinach lekcji informatyki. Tym samym argument “lepiej wyposażyć szkolne sale komputerowe” nie trzyma się zupełnie kupy. Zakup komputerów stacjonarnych do wszystkich sal szkolnych byłby o wiele mniej opłacalny niż zakup tanich laptopów, które uczciowie wykorzystać mogą na lekcji i poza nią. Żeby jednak robić coś więcej niż sprawdzić w Wikipedii czym jest mitochondrium lub szelf morski, potrzebna jest taka zmiana programu nauczania każdego z przedmiotów, żeby komputer (a konkretnie dedykowany program komputerowy) stał się ważnym elementem pracy na lekcjach.

Że da się to zrobić wiem doskonale, bo doświadczyłem tego na własnej skórze. Ucząc się przez rok w amerykańskiej szkole na zajęciach z matematyki (calculus) korzystaliśmy ze specjalistycznego programowalnego kalkulatora Texas Instruments. Całość zajęć przystosowana była do wykorzystania podczas nich tego mini-komputera. Codziennie na lekcji modelowaliśmy całki i różniczki przy wykorzystaniu oprogramowania dostępnego na tym urządzeniu. Działało to naprawdę nieźle. Kalkulator pomagał przyspieszyć wykonywanie mało interesujących (i rozwijających) obliczeń, generował zbiory danych (co zresztą trzeba było wcześniej zaprogramować), a my koncentrowaliśmy się na rozwiązywaniu problemów. To dość skomplikowane urządzenie w małym paluszku miała nauczycielka, która pomagała w programowaniu i ewentualnych problemach z wykorzystaniem kalkulatora. Nawet to jednak nie było zupełnie niezbędne, dzięki świetnie przygotowanych skryptów przedstawiających szczegółowo to czym będziemy się danego dnia zajmować oraz podpowiadających jak wykonać kolejne zadania.

Zapewne przygotowanie takiego programu w oparciu o dostępne oprogramowanie zajęło grupie specjalistów bardzo wiele czasu. Efekt był jednak naprawdę znakomity, a zajęcia z matematyki były na tyle fascynujące, że przekonały mnie do zdawania na informatykę i zostania w przyszłości programistą.

Podsumowanie

Wracając jednak do polskiej rzeczywistości… jak na dłoni widać w tej chwili, że do zrobienia jest bardzo wiele. Od opracowania programów nauczania dla wszystkich przedmiotów i kupienia/napisania oprogramowania, przez szkolenia nauczycieli, aż po eksperymentalne wdrożenie w kilku wybranych szkołach, a następnie wdrożenie ogólnokrajowe. Widać też jak na dłoni, że 500 mln PLN starczy co najwyżej na zakup pierwszej dostawy laptopów (liczą 1 mln laptopów po 500 zł sztuka), ale kilkakrotnie więcej wydać trzeba będzie na rzeczywiste przygotowanie programu do wdrożenia w życie we wrześniu przyszłego roku. Jeśli plan jest czymś więcej niż polityczną obiecanką, prace nad nim trwają zapewne już od wielu miesięcy i niedługo od szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego, dowiemy się szczegółów jak wyglądać będzie realizacja programu w praktyce.

Borys Musielak

PS. Jak tylko uda mi się skontaktować z panem Arabskim i dowiedzieć się czegoś więcej, na pewno poinformuję o tym, prawdopodobnie tradycyjnym kanałem, czyli za pośrednictwem serwisu OSnews.pl.

Komentarze (RSS) | Trackback (URI)

61 komentarzy

zwiń wątek Iwo  10 Wrzesień 2008 o godz. 10:51 #

1) Wydaje mi się, że OS ma paradoksalnie jeszcze jedną zaletę nad systemami Windows: brak gier. Jeśli umożliwia się dzieciakowi granie na komputerze, to on na pewno to wykorzysta. Jeśli ma to być komputer do nauki, to nie pozostaje nic innego jak stworzenie oprogramowania do nauki. W przeciwnym razie pierwsze co maluch zrobi to pójdzie do kolegi by pograć razem. Wtedy tak jak mundurki często służą do wycierania podłogi na korytarzu, tak laptopy będą służyć głównie do podgrzewania siedzenia.
2) Jak rząd myśli inaczej to niech przy okazji rozdaje po piłce nożnej lub do siatkówki.
3) Przy okazji takie państwowe instytucje jak PWN dostaną (wreszcie) zlecenie stworzenia np. swoich słowników językowych, encyklopedii pod inny niż pod jeden płatny system operacyjny. Skoro potrafili zrobić pod M$, to co za problem na inny system?
4) MEN natomiast zamiast zasypywać kolejnymi drogimi podręcznikami, wykaże się ekologiczną formą ujednolicenia podręczników. Zmiana (czyt. aktualizacja) takiego podręcznika nie kosztowała by tak bardzo rodziców jak kupienie nowego.
5) Rząd Brazylii już wie, jaki system jest lepszy dla nich samych, teraz czas na nasz. Trochę mnie martwi ta dezinformacja.
6) Dobrze by było gdyby te laptopy miały jakiś charakterystyczny wygląd – swoją “linię”, by nie dało się ich sprzedawać na bazarze bez wzbudzania podejrzeń.
Niestety mało się mówi o nauczeniu samych nauczycieli używania komputera… do dziś pamiętam jak kolega w liceum wkręcił rysycystkę, że można podłączyć maszynę do pisania do komputera “taką specjalną wtyczką”, bo się kobieta bała, że jak kupi, to nie będzie umiała pisać… na ich szkolenia, też trochę mamony pójdzie.

zwiń wątek czyed  10 Wrzesień 2008 o godz. 17:20 #

1) Pod warunkiem że system i bios będą dobrze skonfigurowane (nie da się podbić uprawnień) oraz będą blomby sprawdzane (uniemożliwi to podpięcie dysku do innego kompa), wtedy można mówić o całkowitym uniemożliwieniu instalacji dodatkowych programów (nawet pasjansa nie będzie). :D Mimo wszystko gry flashowe/javowe zostaną, być może powycinane (np. po ip/domenami) ale jednak.
2) Byłoby lepiej niż dawać system do gier, przynajmniej na świeżym powietrzu i nieraz mniej brutalne. Zgadzam się.
3) Ja tego nie rozumiem, imho program który jest dostępny tylko na jeden system jest w pewnym sensie bardzo ułomny, już nawet z [b]MS[/b] dot net (mono) tak głupio nie ma. Pewnie da się bez dużych zgryzów odpalić na wine jednak wolałbym (jak pewnie i te dzieciaki) mieć natywne albo w przeglądarce (np. w standardach w3c).
..)..

zwiń wątek abc  14 Wrzesień 2008 o godz. 14:38 #

Mnie się wydaje czy środowisko FLOSS jest raczej przeciwko DRM? Nie ma takich zabezpieczeń, których nie da się złamać, zwłaszcza że prawdopodobnie w tydzień po starcie projektu pojawiłaby się strona z uniwersalnymi hasłami administracyjnymi.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
zwiń wątek Grzegorz Dubicki  11 Wrzesień 2008 o godz. 18:17 #

Ad. 3. Jako pwn.pl mamy cały czas w planie przygotowanie naszych aplikacji na Linuksa (w pierwszej kolejności słownika PWN-Oxford i translatorów Translatica), ale plany te niestety ciągle się przesuwają, bo zawsze ze względów rynkowych pilniejsze są jednak nowe wersje dla Windows. Muszę wyjaśnić, że PWN (i podobnie inne spółki z Grupy Wydawniczej PWN) bowiem już od 1991 roku nie jest instytucją publiczną, tylko prywatną spółką i oprócz tradycyjnej misji edukacyjnej musi kierować się też potrzebą przynoszenia zysku swoim właścicielom. W pwn.pl bardzo mocno kibicujemy projektowi “laptop dla każdego dziecka” i bardzo ciepło przyjęlibyśmy informację, że jako główny OS tych maszyn przyjęto Linuksa. Gdyby tak się stało na pewno przyśpieszyłoby to nasze prace nad aplikacjami dla tego systemu.

Grzegorz Dubicki
kierownik działu rozwoju oprogramowania i IT pwn.pl

 
 
zwiń wątek zarazek  10 Wrzesień 2008 o godz. 12:19 #

Pomysł jest fatalny, z trzech podstawowych powodów. Po pierwsze : komputer na lekcji jest idealnym “rozpraszaczem uwagi”. Zamiast zajmować się tematem dzieci (i nauczyciele) będą koncentrować się na obsłudze nowego gadżetu i walką z oprogramowaniem. Komuś zawiesi się system, ktoś nie będzie wiedział gdzie kliknąć, aby przejść dalej… W dodatku wyposażamy każdego w jeszcze jedną zabawkę, którą można się zająć, zamiast słuchać nauczyciela. Wystarczy pomyśleć o telefonach komórkowych: do jednej dziewczynki przychodzi SMS, na który oczywiście musi natychmiast odpowiedzieć, ktoś z tyłu klasy pod pod ławką gra w węża…

Po drugie: nawet jeśli oprogramowanie zainstalowane “firmowo” na takim laptopie będzie miało mocno ograniczoną funkcjonalność, to i tak będą one prawdopodobnie masowo “hackowane” w celu instalacji pirackiego oprogramowania i contentu: gier, muzyki, filmów itp. Dostęp do internetu w przez wi-fi? Horror. Łatwo sobie wyobrazić stada dzieciaków podczas przerw: czatujących, oglądających pornoski, strony o wujku Adolfie, el commendante “Che” lub o zaletach zażywania marii. Lub co gorsza robiących to wszystko podczas lekcji. A pomyśleć tylko o legionach nowych script kiddies, które powstaną w ten sposób!

O ile rozdawnictwo np. książek, pomimo oczywistych wad (występujących w przypadku każdego rozdawnictwa), miałoby jeszcze jakiś sens, to rozdawnictwo laptopów jest pomysłem absolutnie szkodliwym. Książka ma ściśle określoną funkcjonalność i trudno jej użyć niezgodnie z przeznaczeniem w szkodliwym lub niemoralnym celu (w najgorszym wypadku można uderzyć nią kolegę w głowę, spalić, pomazać lub użyć jako papieru toaletowego – i w tym momencie fantazja mi się wyczerpuje). Komputer natomiast, a zwłaszcza komputer z dostępem do internetu stwarza nieskończone pole do nadużyć, i znając życie, znacznie częściej będzie “nadużywany” niż używany zgodnie z przeznaczeniem. Posłużę się ponownie analogią z telefonami komórkowymi: przypomnijmy sobie, na jakie do czego dziatwa szkolna potrafi wykorzystać zwykły telefon z aparatem fotograficznym.

Po trzecie: nowy gadżet będzie jeszcze bardziej alienował dzieci i ograniczał ich czas przebywania w “realu” oraz czas przeznaczony na aktywność fizyczną. Zamiast normalnie rozmawiać ze sobą lub ganiać się po podwórku, będą siedzieć pod ścianami po przeciwnych stronach korytarza i czatować na IRCu.

Oczywiście, wszystkie wymienione rzeczy dzieciaki mogą robić również poza szkołą, na domowych komputerach. Tylko po co im to dodatkowo ułatwiać? I wprowadzać całą tę patologię do szkoły?

zwiń wątek michuk  10 Wrzesień 2008 o godz. 12:58 #

@zarazek: A moim zdaniem może być dokładnie odwrotnie. Jeśli w sensowny sposób doda się do planu lekcji zajęcia z komputerem, może to być ciekawe uatrakcyjnienie zajęć dla dzieciaków, które zachęci je do aktywniejszego wzięcia udziału w lekcji.

Co do Twoich obaw o wykorzystywanie laptopów w innych celach niż edukacyjne, oczywiście, jest to możliwe. Pewnym sposobem zabezpieczenia się przed tym może być wycięcie częsci stron na proxy po stronie serwera.

Nauczyciel może też przecież kontrolować wykorzystanie laptopów na zajęciach, nakazując dzieciom zamknięcie ich gdy nie są wykonywane konkretne ćwiczenia wymagające użycia komputera.

Wszystko tak czy inaczej rozbija się o nauczycieli, ich umiejętność zainteresowani uczniów lekcją i prowadzenia zajęć w sposób ciekawy. Jeśli nauczyciel jest denny, żadna technologia nie pomoże, trzeba zmienić nauczyciela.

zwiń wątek Budyń  10 Wrzesień 2008 o godz. 19:55 #

Michuk, widać – bez urazy – ale że ty oderwany od realiów polskiej szkoły i ogólnie rzeczywistości jesteś.
Zrozum, tu nie USA i nie UK. Nauczyciel w Polsce NIE MOŻE uczniom NICZEGO nakazać.

Wszystko rozbija się, jak sam napisałeś, o nauczycieli i zaplecze – techniczne i intelektualne – szkoły, oraz organizację całego systemu. Tutaj jest materiału na lata pracy u podstaw, a nie tworzenie kosztem wszystkich grupy pseudouprzywilejowanych w ramach akcji przypominającej “kawaleryjską szarzę” a nie rozważnie prowadzony, długoterminowy projekt.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 19:13 #

@Budyń: Spędziłem 11 lat w polskich szkołach i jeden rok w amerykańskiej, więc orientuję się jak jest w obu miejscach. I tu i tu wszystko zależy od nauczyciela. I tu i tu są belfrowie dobrzy i są kiepscy. Tam jest nieco więcej dobrych, ale to jedyna różnica jaką zauważyłem. Nauczycieli-pasjonatów jest podobna liczba. Czy dzieciaki są inne? Raczej nie. I tu i tu nie chce im się siedzieć na lekcjach. I tu i tu wymyślają sobie różne inne zajęcia jak lekcje są nudne.

Nie wiem dlaczego od razu mamy zakładać, że to co udaje się w innych krajach u nas nie wypali. Wystarczy zabrać się do tego profesjonalnie, odłożyć projekt na 2-3 lata, w tym czasie zrobić wdrożenia pilotażowe w kilku/kilkunastu szkołach, gdzie przeszkoli się porządnie nauczycieli. Uczyć się na błędach, jednocześnie poprawiając program i dostosowując go do doświadczeń w szkołach pilotażowych… i musi się udać. Trochę optymizmu :)

 
 
 
 
zwiń wątek zarazek  10 Wrzesień 2008 o godz. 13:04 #

Na szczęście pewnie nie ma się czym przejmować. Najprawdopodobniej jest to kolejna propagandowa wrzutka Chyżego Roju i jego rządu miłości.

 
zwiń wątek Adam  10 Wrzesień 2008 o godz. 14:37 #

Może by tak FWIOO nawiązała współpracę z ministrem Tomaszem Arabskim?

Bo inaczej skończy się na tym, że wybiorą sprzęt w Windowsem.

zwiń wątek michuk  10 Wrzesień 2008 o godz. 15:59 #

Niech tam sobie nawet będzie Windows, byle cała akcja była przygotowana jak należy. Największy problem to nie system, a aplikacje.
Oczywiście sam będę lobbował za tym, żeby systemem był Linux bo daje to oczywiste korzyści, z których najważniejszą jest niezaoleżność platformy.

zwiń wątek Adam  10 Wrzesień 2008 o godz. 16:10 #

Jak będzie MS Windows to i MS Office.

Sam niczego nie zdziałasz.
Trzeba zrobić większą akcję i nagłośnić projekt w mediach.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek abc  12 Wrzesień 2008 o godz. 15:20 #

MSO _raczej_ nie będzie bo to wymaga (dla MSO2007, a starszego się nie dostanie) dośc mocnego sprzętu więc praca z tym może byc katorgą.

 
 
 
 
zwiń wątek questowisko  10 Wrzesień 2008 o godz. 19:23 #

Akcja: informatyzowanie polskiej edukacji…

Splendor znów spływa na rząd Tuska. Po nie całkiem udanej akcji “Boisko w każdej gminie”, przyszła pora na “Laptop dla każdego ucznia”. Były zapowiedzi, jest dalsze planowanie. Choć ja uważam, że to kolejne oszustwo, na które nabiera s…

 
zwiń wątek Budyń  10 Wrzesień 2008 o godz. 19:49 #

Najlepszym dowodem, że cała akcja jest chybiona, są reakcje na sam pomysł.
Jest – a przynajmniej powinno być – OCZYWISTE, że:
[1] W Polsce każdy narodowy projekt informatyczny nie wypalił i nie wiadomo, dlaczego zakłada się, że miało by być inaczej. Widać natomiast, że taki projekt wymaga kilku lat planowania i wcześniejszych przygotowań. A tutaj mamy jak na Euro 2012 – “kupą, mości panowie, kupą…!”
[2] Wiadomo, że jest to WYŁACZNIE publicity stunt w wydaniu obecnej ekipy.
[3] Relacja koszt-efekt: wyposażenie i utrzymanie pracowni informatycznych służących WSZYSTKIM uczniom, będzie z definicji wielokrotnie tańsze – zarówno we wprowadzeniu, jak i utrzymaniu. I to Twoja argumentacja, Michuk, nie trzyma się … niczego, bo jej nie ma. Laptopy, w odróżnieniu od pracowni, przez większość doby będą niewykorzystane. Będą rozproszone, więc trudniej będzie o niezbędną kontrolę nad nimi. Będzie wiecej sprzętu wykorzystywane przez mniej osób.
[4] NIE ISTNIEJE NIEZBĘDNA INFRASTRUKTURA:
- adekwatnej jakości oprogramowanie edukacyjne (ani na Windows, ani na inne systemy)
- program nauczania
- brakuje kadry, i infrastruktury pomocniczej, jak choćby porządnych instalacji elektrycznych i teleinformatycznych w szkołach
[5] Kwestia priorytetów:
- dlaczego tylko uczniowie gimnazjów a nie wszyscy, a przynajmniej licealiści ?
- szkołom brakuje wyposażenia innych pracowni, nie tylko informatycznych
- szkołom brakuje niezbędnych ze względów zdrowotnych szafek dla uczniów, porządnych stołówek i dożywiania; jest więcej problemów, znacznie bardziej palących i
- biedne są biblioteki – szkolne, publiczne…
- laptopy, rzutniki itp dla nauczycieli i wykładowców…
[6] Kto i na jakiej zasadzie będzie ten monstrualny projekt obsługiwał ? Od strony administracyjnej, serwisowej ? Kto będzie nadzorował wykorzystywanie maszyn ? Kto je będzie uzupełniał, bo wiadomo że laptopy “żyją krócej” a szczególnie tak masowo noszone przez niedoświadczonych użytkowników ? Kwestia kradzieży i nadużyć z wykorzystywaniem tego sprzętu, to osobna sprawa…

zwiń wątek nintyfan  13 Wrzesień 2008 o godz. 10:57 #

Ja widzę jeden plus. Obecnie bardzo trudno jest poprosić nauczyciela informatyki o przekazanie pracowni komputerowej na jedną godzinę. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby każda pracownia była wyposażona w rzutnik, komputer i jakieś darmowe oprogramowanie(Windows jak najbardziej może być, ale by od ucznia nie wymagać zakupu softu), choć lepiej gdyby oprogramowanie dodatkowo było otwarte.
Jest też sprawa zadań domowych. Można by uczniowi kazać rozwiązywać zadania domowe na tym laptopie. Wtedy nie byłoby problemu, że zapomniałem, a nauczyciel mógłby kontrolować na bieżąco, co uczeń zrobił i na jakim etapie jest. Oczywiście kontrola z jakich materiałów korzystał jest raczej nie możliwa(nawet gimnazjalista pewnie taką by obszedł, chyba ze na bieżąco będzie się uczyć, ale i tak pewnie nic ona nie da). Jeżeli uczeń nie zdąży dokończyć zadania, to nauczyciel ma szansę sprawdzić obecny efekt i zdecydować o przedłużeniu czasu.
Komputery byłyby też świetnym narzędziem pracy w grupie, chociaż wystarczyłby może jeden na każdą grupę. Uczniowie mieliby całą jednostkę lekcyjną na przygotowania, a wyniki trafiłyby do nauczyciela i wszystkich grup. Potem każda grupa w domu analizuje pracę innych grup i przygotowuje pytania, a na następnej lekcji zadają je. Inną kwestią może być też analiza efektu własnej pracy w domu, przeglądnięcie historii zmian i wkładu każdego z uczestników i wyciągnięcie wniosków.
Ciekawy byłby też obowiązek digitalizacji wszystkich zadań domowych, np. poprzez wyszukiwanie podobnych odcisków/sum kontrolnych w bazach danych ministerialnych, itd. Chociaż jednak suma kontrolna to nie jest dobre wyjście. Lepszym byłoby szyfrowanie zadania metodą bluefish i przesłanie w całości do ministerstwa.

Można by też narzucić nauczycielowi obowiązek digitalizacji wszystkich prezentowanych materiałów edukacyjnych. Wtedy uczeń chory mógłby na bieżąco się z nimi zapoznać(jeśli miałby internet). Oczywiście możliwe jest to i bez tego, ale jaką mamy pewność, że ktoś z tego skorzysta. Innym problemem jest przeszkolenie kadry szkolnej. Choćby patrząć się na strony internetowe moim byłych szkół. Nie dość, że jedna wymaga flasha, strony są nie użyteczne(bardzo trudno na nich coś znaleźć), wyglądają fatalnie, to do tego nie są uaktualniane.

Jest zwolennikiem tego, aby wszystko było na otwartym oprogramowaniu z paru powodów:
a) System(konkretnie GNU/Linux):
- Łatwa i tania możliwość replikowania danych z dysku w czasie rzeczywistym przez internet.
- Możliwość internetowej instalacji najnowszej wersji systemu(taki rodzaj recovery), jak i choćby możliwość przegrania systemu wraz z programami od kumpla(każdy laptop miałby wbudowaną funkcję udostępniania możliwości instalacji). Wystarczyłoby tylko podpiąć komputery skrętką lub przez port usb/com(wolne, ale też mogłoby być).
Zmniejszyłoby to koszty związane z naprawami, itd.
- Możliwość instalacji programów z predifionowanych repozytoriów szkolnych lub ministerstwa(niby po co, ale skoro uczeń miałby mieć możliwość instalacji programów na własną rękę, to ta funkcja byłaby bezpieczniejsza). Kiedy kończymy korzystać z danego programu, to go odinstalowujemy, co daje(w przypadku drugiej opcji) możliwość kontrolowania przez ministerstwo postępów w nauce.
- Skalowalność(np. system podstawowy może być uruchamiany z kości na płycie głównej, a reszta wczytywana/zapisywana na innej pamięci flash – pendrive. Jak na razie nie spotkałem się z realizacją tego pomysłu, ale jest to ciekawe). Tak na marginesie i oderwanie od tematu, dobrze byłoby, gdyby komputer wysyłał swój identyfikator radiowy przy uruchamianiu, wyłączaniu i przy wykryciu odbiornika. W ten sposób nauczyciel mógłby w ograniczonym zakresie kontrolować używanie komputerów(kto go włącza w klasopracowni) i obecność ucznia. Jeżeli ucznia jednak nie będzie, to nauczyciel i tak skontroluje zadanie domowe ;-) , chyba że nie będzie w komputerze pamięci masowej .
- Możliwość omówienia niektórych zagadnień informatycznych na prostych narzędziach systemowych, chociażby montowanie mogłoby pomóc w zrozumieniu systemów plików(na płytach CD mamy przeważnie inny system plików o innych możliwościach, a na płytach DVD inny; Możliwość głębszego zrozumienia wielosesyjności płyt; poznanie narzędzi do robienia np. zdalnych backupów czy lustrzanych backupów). W niektórych zastosowaniach możliwość pokazania kodów źródłowych(choć to raczej dla liceum), chociażby tak prostych narzędzi, jak cat, jakąś prostą powłokę(jeśli się znajdzie), itd.
b) Ogólnie:
- Możliwość integracji z obecną infrastrukturą szkolną(nie ważne czy mamy do czynienia z MacOS X, Windowsem cz GNU/Linuksem). A wiadomo, że szkoła może korzystać z wybranego, a nawet różnych systemów. Chociaż i tak mogą pojawić się problemy.
- Możliwość użycia przez ucznia w niektórych przypadkach innych, zewnętrznych programów(jeżeli korzysta z otwartych formatów); choć typowo teoretyczna i pod warunkiem, że szkoła wyrazi zgodę.
- Częsta możliwość instalacji tych samych narzędzi na swoim własnym komputerze, szczególnie jeśli program jest darmowy, a choćby, by pokazać rodzicom, że mają aplikacją/globus, program/kalkulator naukowy, poznają edytor tekstu, mają zainstalowane tablice chemiczne i matematyczne i że komputer im nie będzie służył tylko do gier. Rodzic dzięki temu mógłby z uczniem odrabiać zadania domowe lub wyjaśnić bardziej złożoną rzecz po dłuższej nieobecności i nie będzie się musieć męczyć na małym ekranie.

Zacząłem post na inny temat, ale się trochę rozpędziłem ;-) . W sumie to plusów skorzystania z otwartych i darmowych programów byłoby więcej. Może znajdą się inne plusiki na wprowadzenie projektu do szkół, tylko na razie na nic innego nie wpadłem.
Jak widać, to pomysł nie ma samych minusów. Choćby praca w grupie, która obecnie nie jest w żaden sposób kontrolowana czy ogólny/krajowy rejestr wypracowań ucznia, jak i choćby możliwość przełożenia terminu oddania pracy, ale po przyjrzeniu się obecnemu stanowi. Znam przypadki, że uczeń niczego nie zrobił, powiedział nauczycielowi, że pracę już kończy, a oddał ponownie pracę kolegi(która już de facto była oceniona i oddana). Może system by się komuś przydał. I jeszcze jeden plusik. Przy procedurze oddawania laptopka, mielibyśmy możliwość przegrania wszystkich naszych prac/wypracowań i pokazania przyszłemu liceum… łłeeee….. Niedobre i niedopuszczalne, moim zdaniem pohańbienie godności ucznia , ale dla systemu oświaty i szkół coś świetnego ;-) .

zwiń wątek damianex  3 Październik 2008 o godz. 10:32 #

Kurczę, Kolego! Stawiajże odstępy przed nawiasami otwierającymi! Przecież Twój tekst aż bije w oczy i rozprasza czytanie(takich zlepków.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek wietrzny  10 Wrzesień 2008 o godz. 21:14 #

Pomysł wymaga większego dopracowania bo jeśli dojdzie do realizacji mamy dwie możliwości:
To projekt, który znacząco poprawi edukcje albo To gwóźdź do trumny w wychowaniu człowieka.
Jak czytam o tych ograniczeniach to proponuje od razu projekt “działka kleju w podstawówce” tak samo odmóżdży a o ile taniej.

- zalożenie laptop bez gier uważam za nierealne, mało tego nie potrzebne – skoro dzieciak chce po lekcjach grać prosze bardzo … z jednym ale: jak sam znajdzie sposób, by mu gra na laptopie pociągnęła. Pod kazdy os gry są, lub da sie je napisać możemy jedynie dażyć do tego by instalacja/napisanie gry czegoś gimnazjaliste nauczyła.

Ogólnie jestem przeciwny odgórnemu ograniczaniu wykorzystania laptopa poprzez jakieś kontrole softu itp. myślę, że zjawiskom niewłaściwego użytkowania lepiej zapobiegać w inny sposób np. poprzez umiejętną konfiguracje hardware. Wiem, nie może być to laptop tylko z terminalem znakowym, ale właśnie znacząco należy okroić wszelkie funkcje multimedialne i internetowe. Jeśli dzieciak na czymś takim i tak puści gierkę, czy znajdzie sposób na oglądanie filmików … to tylko należy docenić to, że udało mu się tego dokonać – chcemy kształcić społeczeństwo informatyczne to kształćmy pełnowartościowych użytkowników technologii a nie tylko tzw. “dzieci neo”.

-założenie jak najniższej ceny rynkowej jest jak najbardziej wskazane, tu czas na głębsze myślenie o hardware – uważam, że potrzebujemy skrzyżowania Panasoników (tych pancernych taughbooków) z asus eee czy innym płaskocieńkim. Z pierwszego bierzmy wymogi wytrzymałościowe, z drugiego miniaturyzacje, lekkość … oraz niskie możliwości sprzętowe – nie uczysz się pilotażu od f-117 tylko od najprostszych latadełek, z komputerem jest podobnie.
Być może lepiej stworzyć od zera subnotebook bez jednej części mechanicznej, o mocy dawnego 486 z niewielkim rozszerzeniem funkcjonalności niż biadać, że dar rządu za 400 złotych +łapówka nie przeżył wojny na śnieżki.
To będzie zwykły szkolny przyrząd – musi przeżyć użycie jako maczuga, gaśnica, tarcza strzelnicza … i być łatwy do czyszczenia po kąpieli w pomidorowej. Szczegóły typu WiFi mogą być dobrym rozwiązaniem (da się je uczynić wodo- i idioto-odporne) niemniej przy kazdej technologii należy założyć że zostanie źle użyta – i rozważyć czy konsekwencje jej niewłaściwego użytkowania nie są zbyt wysokie. Centralny system tak samo może być łączony kablem, irdą niemniej WiFi najłatwiej ochronić przed zanieczyszczeniem … i najłatwiej użyć do ściągania, robienia głupich psikusów itp.

-OS i SOFT: przy takim założeniu stanowczo nie produkty M$ czy MaC, raczej patrzmy na rynek Open Source, bo niejedno będzie trzeba napisać pod kątem programu edukacji, być może przy hardware’owym odpowiedniku cenzury lepiej sprawdzą się rozwiązania dla systemów wbudowanych, niemniej warto by były to rozwiązania wolne. Zarówno uczeń jak i twórca programu bedą je wielokrotnie przerabbiać – po co więc się użerać z licencjami i nieudokumentowanym kodem.

Wbrew poprzednikom uważam, że każdy poziom od biosu do końcowej aplikacji powinien być możliwie łatwy w ponownej (nawet skrytej) instalacji. Zapewne ci, którzy się będą tych komputerów uczyć i tak dojdą do wszystkiego, ale dajmy im szanse na łatwiejsze naprawianie skutków eksperymentowania. Wielu gimnazjalistów już bardziej ceni komputer w sobie niż jako narzędzie – woli hakować niż użytkować. Może zamiast ich za to ganić sprowokujmy do tego, a wówczas ‘pornosik’ pod ławką zostanie puszczony tylko raz – jako popis, że Kazio na liczydełku o mocy komórki potrafi zaprogramować grafikę 3d. Oddźwiękiem bedzie rywalizacja w dalszym postepie umiejątności … gdyby to wypaliło gimnazja mogą dopiero nas nauczyć co to znaczy użytkowanie komputerów i wydajność kodu.

Poważnym wyzwaniem będzie też soft, bo musimy założyć niekompetencje nauczycieli – podręcznik w komputerze to dobry pomysł, ale nie dla współczesnego analfabety … skoro nauczenie (i dofinansowanie szkoleń) nauczyCIELi traktujemy jako sprawę wagi państwowej, można się nią zająć po zbudowaniu autostrad na Euro. Tym niemniej konieczne jest stworzenie, być może od zera, softu mogącego tą niekompetencje nadrobić. To olbrzymie wyzwanie dla zespołów programistów psychologów i nauczycieli … bo taki soft sam musi być nauczycielem, a mało tego pociągnąć na naszym “sprzęcie”

Proponuje odrębną wizję, bo prezentowana wydaje się tylko telekranem z Orwella – ogranicza wolność do nauki. Obydwie wymagają kolosalnych nakładów i niesamowitej infrastruktury. Zapewne ten projekt jeszcze poleży jako obietnica kilku ekip ale jeśli nie, to dajmy uczniom LAPTOP-NARZĘDZIE a nie LAPTOP-KAPO z elementami nadmiernej kontroli, cenzury czy innych form zabijania kreatywności.

Dlaczego tak strasze? Ano dlatego, że nie widziałem nigdzie pomysłu co zrobić, jeśli któryś uczeń będzie wolał np. asusa – to co zakaże się mu go używać i nakaże kupić Tuskbooka? Jeśli tak to dotarliśmy do totalitaryzmu.

 
zwiń wątek archlinux  11 Wrzesień 2008 o godz. 05:05 #

w Polsce są wieksze potrzebty niz laptopy dla uczniów, moze i projekt był by godzien podziwy w latach 90 ale teraz gdy kazdy dzieciak ma komorke i komputer wydaje mi sie conajmniej bezsensu

zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 05:18 #

@archlinux: Każdy dzieciak w Warszawie ma komórkę i komputer. Niekoniecznie na Podlasiu i Lubelszczyźnie.
Poza tym — ten projekt nie ma służyć (mam nadzieję) obdarowaniu dzieciaków laptopami, tylko polepszeniu efektywności edukacji. Laptop to tylko narzędzie. Równie dobrze mógłby to być wspomniany w artykule kalkulator Texas Instruments.

zwiń wątek LM  11 Wrzesień 2008 o godz. 06:27 #

Przytaczasz ciągle ten przykład z kalkulatorem, jakby to było porównywalne z laptopem. Jest? Chyba nie…

Może niech rząd przećwiczy logistykę, serwis (te wszystkie niemedialne sprawy, które celnie zauważasz) od “rozdania” (redystrybuując nasze podatki!) dzieciom kalkulatorów i piłek? Albo lepiej: finansując zajęcia na basenie – dziś większość ma jakieś wady kręgosłupa od noszenia plecaków i siedzenia w niewygodnych ławkach.

W szkołach nie ma szafek. Nie mogę patrzeć jak dzieciaki z pierwszych klas podstawówki ciągną (jeśli są szczęśliwymi posiadaczami plecaka na kółkach) za sobą plecaki wyładowane Bóg wie czym. Dokładanie im jeszcze bodaj 0,5kg to zbrodnia na ich zdrowiu.

Jak będzie wyglądała sprawa zabezpieczenia przed kradzieżą (tą prawdziwą) i “kradzieżą”: “ukradli mi dresiarze” – “poproszę nowy”(?)

“Jak mówią że dadzą to mówią, jak mówią że wezmą to wezmą.” – powiedzenie które pamiętam z PRL. Dlatego mam nadzieję, że nic z tej urawniłowki nie wyniknie.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 12:07 #

Przytaczasz ciągle ten przykład z kalkulatorem, jakby to było porównywalne z laptopem. Jest? Chyba nie…

Myślę, że jest, w pewnym sensie. Kalkulatory Texas Instruments są bardzo potężnymi narzędziami, programowalnymi w kilku językach, bardzo wielufunkcyjnymi. Można je spokojnie nazwać komputerami, jeśli chodzi o parametry sprzętowe.
Oczywiście laptop to potężniejsze urządzenie, do wykorzystania nie na jednym/dwóch przedmiotach ścisłych, ale na wszystkich zajęciach. Dostęp do Internetu i wielu innych nie-edukacyjnych f-cji komplikuje również sprawę. Ale spore podobieństwa też są — i to i to jest narzędziem mającym pomóc w proawdzeniu zajęć.

 
zwiń wątek mini  11 Wrzesień 2008 o godz. 17:35 #

A ten kalkulator za darmo dali? do domu?
Ciekawe ile lat trwalo opracowanie programu nauczania (zeby wykorzystac ten kalkulator) i szkolenie nauczycieli (na wysokim poziomie, nie zeby gimnazjalista zaginal Pania z jego obslugi).

Ile lat potrwa przygotowanie kilkudziesieciu programow/prezentacji tylko do biologii i tylko dla klasy 6?
A jak powstana to taniej chyba bedzie kupic i utrzymac 30 desktopow w sali do biologii (przy okazji-sale biologiczne w Polsce sa na poziomie sredniowiecza, mam nadzieje, ze masz porownanie ze szkola amerykanska), uczac w tej sali 4 klasy dziennie.
Kto zaplaci za oprogramowanie? Jak szybko i w jakiej ilosci powstanie (bo lista przedmiotow dluga)? itd, itd…

 
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 17:50 #

Za darmo jak ktoś nie miał (ja nie miałem, dostałem). Większość miała ciut bardziej wypasione (nowocześniejsze wersje) kalkulatory na własność, kupione przez rodziców. Ten sam model proponowałbym w przypadku laptopów u nas.

Odnośnie programu i oprogramowania — zajmie to bardzo, bardzo dużo czasu. Dlatego też napisałem w tekście, że mam nadzieję, że prace te trwają już od wielu miesięcy. Inaczej wdrożenie projektu w przyszłym roku szkolnym wydaje się być niemożliwe.

 
 
 
 
zwiń wątek realista  11 Wrzesień 2008 o godz. 06:13 #

1. Czy na 10 calowym ekranie pracuje sie wygodniej niz na 17 czy 15 calowym?
2. Laptopy beda lezaly w domu, bo rodzice beda sie bali, zeby ich pociechy nie byly okradzione, a nauczyciele nie beda umieli wykorzystac sensownie potencjalu tych netbookow.
3. Uczniowie beda ciagle grac albo nawalac po GG czy innych messengerach.

zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 06:22 #

1. Czy na 10 calowym ekranie pracuje sie wygodniej niz na 17 czy 15 calowym?

Lepszy 10-calowy dla każdego ucznia na każdej lekcji, niż 17 calowy w sali informatycznej, raz na tydzień.

2. Laptopy beda lezaly w domu, bo rodzice beda sie bali, zeby ich pociechy nie byly okradzione, a nauczyciele nie beda umieli wykorzystac sensownie potencjalu tych netbookow.

Jeśli laptopy mają leżeć w domu to oczywiście projekt nie ma sensu. Projekt ma sens tylko i wyłącznie wtedy, gdy będą one wykorzystywane jako część zajęć na większości lekcji, a ich posiadanie będzie równie oczywiste co posiadanie zeszytu czy ołówka.

3. Uczniowie beda ciagle grac albo nawalac po GG czy innych messengerach.

To zależy tylko od nauczyciela. Taki który pozwala by teraz na lekcji uczniowie grali w kółko i krzyżyk (optymistycznie) lub gadali przez komórki (pesymistycznie), pozwoli również na wykorzystanie laptopów w nie-edukacyjnych celach. Taki który potrafi zapanować nad uczniami, poradzi sobie i z uczniami z laptopami.

zwiń wątek LM  11 Wrzesień 2008 o godz. 06:33 #

“To zależy tylko od nauczyciela.” – od nauczyciela dziś już praktycznie nic nie zależy. Szkoła ma jak najszybciej przepuszczać na kolejne poziomy. Broń Boże nie przeszkadzać w karierze!

“Taki który potrafi zapanować nad uczniami” – nauczycielowi nie wolno nawet podnieść głosu. Nie jest możliwe kontrolowanie 20 ekranów, rozproszonych po całej klasie, przez jedną osobę!

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 06:43 #

Nauczyciel nie musi podnosić głosu, żeby zapanować nad uczniami. Zwykle wystarczy że ma wystarczającą charyzmę i autorytet. Wtedy dzieciaki same siedzą cicho i słuchają. Czy to z zainteresowania, czy ze strachu. Oczywiście ta pierwsza opcja jest zdecydowanie korzystniejsza :)
Sam miałem może kilku takich nauczycieli w mojej “karierze” uczniowskiej.

Z drugiej strony rozumiem frustrację nauczycieli. Wymaga się od nich wiele, zarabiają bardzo kiepsko. Stąd też w obecnych warunkach nie wróżę temu projektowi wielkich sukcesów, o ile nie zostanie zrealizowana większość z propozycji z ww artykułu ( i pewnie o wiele więcej spraw, o których z powodu nie siedzenia głęboko w tej tematyce nie wspomniałem ).

 
zwiń wątek LM  11 Wrzesień 2008 o godz. 07:24 #

Charyzmę i autorytet mają dziś “Włatcy Móch” a nie szkoła czy nauczyciel.

Nie wyobrażam sobie przetargu na taki projekt. Czy może ma to być jawny i bezczelny interwencjonizm, tak jak kiedyś zakupy całych palet “Murziłki”?

Jeśli lobbować za laptopami od rządu (z podatków!) to tylko w ramach programu _stypendialnego_ (stypendium naukowo-socjalne gdzie trzeba spełnić warunki dwojakie) dla uczniów szkół _średnich_, którzy te laptopy mogliby później wykorzystać na studiach. Z drugiej strony taki program stypendialny prowadzi niechybnie do inflacji ocen co można zniwelować jedynie poprzez rzeczywiście masowe rozdawanie tego sprzętu.

Laptopy należy traktować jako zwrot podatku i nie powinno być mowy o “zabieraniu” ich ani po zakończeniu nauki, ani na wakacje. W wakacje nie wolno dziecku samodzielnie się dokształcać? Po drugie ich danie a nie krótkoterminowe pożyczanie to jedyna szansa na wymuszenie szanowania przedmiotu.

Uczniowie objęci programem powinni mieć też możliwość wyboru, czy w ogóle chcą laptopa! Ktoś może już mieć Eee albo Acera Ferrari (bo dostał od Fundacji Foobar) i wolałby podłączyć do niego teleskop lub mikroskop, na które jednak go nie stać.

Laptop to nie magiczna różdżka, która odmieni polską edukację.

 
zwiń wątek t0m3k  11 Wrzesień 2008 o godz. 19:35 #

@LM, o czym Ty mówisz?

“To zależy tylko od nauczyciela.” – od nauczyciela dziś już praktycznie nic nie zależy. Szkoła ma jak najszybciej przepuszczać na kolejne poziomy. Broń Boże nie przeszkadzać w karierze!

Żart? Owszem, w mojej szkole najwięcej zależy od ucznia. Jak chce to się uczy i idzie dalej, nie chce to się nie uczy i zostaje, przeszkadza to wylatuje. Ale decydują nauczyciele. Mówię o publicznej szkole.

nauczycielowi nie wolno nawet podnieść głosu. Nie jest możliwe kontrolowanie 20 ekranów, rozproszonych po całej klasie, przez jedną osobę!

Nie może podnieść głosu? O czym Ty mówisz? Jestem w szoku.
Co do kontrolowaniu 20 ekranów to nie wiem czemu miałoby być to niemożliwe. Zauważ, że prawdopodobnie dla każdej sali będzie osobny Access Point. Teraz wystarczy, że na każdym uczniowskim komputerze będzie prosty programik zarządzający systemem (np. uruchomiający TYLKO wybrane aplikacje, informujący nauczyciela o stanie pracy ucznia itp.) przez polecenia wysyłane z programu-matki zainstalowanym na komputerze nauczyciela. Nie jest to trudne do realizacji, w podobny sposób funkcjonuje jedna sala komputerowa w mojej szkole i nie ma żadnych problemów.

Pozdrawiam

 
 
 
zwiń wątek nintyfan  13 Wrzesień 2008 o godz. 11:12 #

W pewnym poście wspomniałem o RFID. Właściwie to na elektronice się nie znam, ale nie wydaje mi się, by fale radiowe mogły zakłócić pracę laptopa. Laptop mógłby mieć moduł WiFi/gps i powiadamiać o swoim położeniu. W dodatku laptop miałby identyfikator, który by dostarczał informacji, że jest częściom projektu ministerialnego. uczeń miałby podobny identyfikator w plecaku/kieszeni/bryloku. Jeżeli z nieznanych powodów laptop znajduje się poza szkołą, został przestawiony w specjalny tryb bezpieczeństwa i uczniak jest daleko, to automatycznie powiadamia o możliwości kradzieży. Wyłączyć tryb bezpieczny mogliby tylko rodzice i szkoła, np. za pomocą podobnych nadajników. Każdy laptop musiałby otrzymać inne dane do wyjścia z tego trybu. Z tych względów, to kradzież byłaby mocno utrudniona, bo czytniki takich nowych kodów kreskowych działają na małą odległość, a obszar na są widoczne fale nadawane przez ucznia też dałoby się ograniczyć. Pozwoliłoby to nawet kontrolować czy uczeń podróżuje do szkoły z rówieśnikami(jakimi) czy samemu ;-) . Możnaby jeszcze domniemywać czy uczeń nie weźmie laptopa do babci zrobić pracy domowej i włączy tryb bezpieczny, a także zapomni swojego nadajnika radiowego, ale wątpię.
Nie jestem obeznany w technologi, nawet radiowej, więc sprostujecie mnie w razie potrzeby.

 
 
zwiń wątek m  11 Wrzesień 2008 o godz. 09:05 #

Tak apropo tych kalkulatorów ;] Nie wiem czy wiecie, ale wiele osób ma problem z zakupem kalkulatora naukowego, więc dla wielu rodzin 400zł to wcale nie tak mało. Zresztą na ile tak naprawdę każdemu potrzebny jest laptop? Na studiach nawet informatycznych bardzo duża grupa osób obywa się bez tego wynalazku. IMO komputer w domu wystarcza i pewnie byłby tańszy od takiego laptopa. Książek nie da się zastąpić sensownie takim wynalazkiem… BTW pamiętacie, co roku wiele rodzin ma problem z kupnem podręczników dla swoich dzieci, może najpierw warto te książki wszystkim zapewnić?

 
zwiń wątek mario  11 Wrzesień 2008 o godz. 09:15 #

* Domyślnie rodzice są zobligowani do kupienia laptopa swoim dzieciom. Sprzęt nie powinien kosztować więcej niż 400 złotych. To wydatek spory, ale akceptowalny dla większości rodzin.

Dla większości, ale nie dla wszystkich, dlatego nie wolno nikogo do tego zmuszać!

* Dzieci, którym rodzice nie kupią na własność laptopa, będą mogły uzyskać go od szkoły. Oczywiście nie będzie to zapewne nowy model, ale powinien być równie sprawny. Taki komputer będzie własnością szkoły. Trzeba go będzie oddać na czas wakacji i ferii (okresowa weryfikacja hardware i software), a po zakończeniu nauki w szkole, wraca on na stan i może posłużyć kolejnym dzieciom (o ile jest jeszcze sprawny).

Co jeśli sprzęt ulegnie awarii?
Skąd szkoła ma na niego wziąć pieniądze?
Kto będzie finansował naprawę sprzętu czy oprogramowania?

* Wartość rynkowa laptopa powinna być jak najniższa. To musi być urządzenie przygotowane do specyficznych celów (nauka, edukacja). To zniechęci przynajmniej część (myślę, że większą) osób do wszelkiego rodzaju szwindli.

Zgadzam się, ale z drugiej strony taki sprzęt ma swoje ograniczenia, jeżeli dzieciak np interesuje się grafiką, to na takim “złomie” nic sobie nie wyrenderuje. Tym samym nadal nie ma równości w procesie kształcenia, którą socjaliści chcieli by tak bardzo wprowadzić!

* Idealne rozwiązanie to to co zastosowano w projekcie OLPC, gdzie laptopy XO-1 niepodłączone przez odpowiedni czas do serwera weryfikacyjnego, przekształcają się w niefunkcjonalną “cegłę” (szczegóły techniczne do dopracowania, mówię o idei).

OK, ale należy pamiętać, że każde zabezpieczenie jest do obejścia!

Moim zdaniem ten pomysł jest co najmniej poroniony! Stawarza więcej problemów niż daje pożytku.
Jak kogoś stać to niech sobie kupi, jak nie to niech nie kupuje. Prawdziwa wiedza nie jest w komputerze, tylko w książkach i komputer do pozyskiwania tej wiedzy nie jest potrzebny. Za 200zł lub 300zł każda rodzina może sobie kupić używanego PCta, który będzie nawet bardziej funkcjonalny niż ten laptop. Dziecko nie musi taskać komputera do szkoły. Sam kilka swoich starszych komputerów dałem biednym (Pentium3 i takie tam). Niestety efekt był taki, że zostały przehandlowane. Jak coś chce się mieć i to doceniać to trzeba za to zapłacić. Zmuszanie do kupowania też nie jest dobre (chyba że do machlojek). A od takiego laptopa o wiele taniej jest kupić używanego PCta.

zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 12:13 #

Prawdziwa wiedza nie jest w komputerze, tylko w książkach

Prawdziwa wiedza jest w głowach. W książkach może być zapisana, ale równie dobrze może być zapisana w PDF-ach, które można czytać na laptopie. Jeśli projekt Wolne Podręczniki zostanie umiejętnie włączony do projektu laptopa dla dzieci, może się nagle okazać, że połowa książek nie jest potrzebna, bo te same teksty/ćwiczenia można mieć za darmo. A laptop za 400 zł jest tańszy niż 3 komplety podręczników gimnazjalnych.

zwiń wątek mario  11 Wrzesień 2008 o godz. 12:34 #

Ale do tego celu nie trzeba rozdawać laptopów – książek nikt nie rozdaje! Ponadto wydrukowanie tych książek było by na pewno o wiele tańsze od kupowania laptopa, w dodatku książka jest o wiele mniej awaryjna i tańsza w naprawie. Książkę też trudniej zepsuć. Warto zwrócić uwagę na to, że używany komputer stacjonarny można kupić za naprawdę niewielkie pieniądze – mniejsze niż 300zł.

W krajach wysoko rozwiniętych, jak w USA jakoś dzieci nie chodzą z laptopami do szkół, a jakoś w USA wiele wynalazków i technologii powstaje. Więc laptopy dla dzieci w szkołach nie są kluczem do sukcesu i szybkiego rozwoju państwa.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 14:11 #

Ale do tego celu nie trzeba rozdawać laptopów – książek nikt nie rozdaje!

Ja też nie jestem za rozdawaniem laptopów. Przeczytaj artykuł.

W krajach wysoko rozwiniętych, jak w USA jakoś dzieci nie chodzą z laptopami do szkół,

Z laptopami nie, ale z wielofunkcyjnymi kalkulatorami już tak. I to na każdy przedmiot z innym (oczywiście tylko przy przedmiotach gdzie takie kalkulatory są przydatne). Laptop to krok do przodu, ale tylko wtedy gdy software na nim oraz programem nauczania, co również naświetliłem w artykule.

 
zwiń wątek mario  11 Wrzesień 2008 o godz. 19:35 #

Oczywiście przymuszanie do kupowania tych laptopów jest jeszcze gorsze niż rozdawanie – to jest już faszyzm! Nie można każdej rodzinie z urzędu, do całego wyposażenia szkolnego nakazać dodatkowo zakupu przedmiotu za 400zł, który sprawić może tak ogromne problemy (np. łatwo go zepsuć a naprawa jest kosztowna).

Gdyby nasze państwo radykalnie obniżyło podatki, to każdego było by stać na laptopa i komputer. Już teraz na pewno ponad 95% stać na zakup komputera (np. używańca za 200zł), a gdyby im tak nie zabierać 80% ich pieniędzy (bo podatki w Polsce dla pracowników pracujących na umowę o pracę tyle wynoszą), to każdego było by stać nawet i na laptopa!

Nie rozumiem jeszcze jednego, dlaczego cenzorzy skasowali mój komentarz, który mówił to samo pod Twoją odpowiedzią tutaj: http://osnews.pl/rzad-rozda-dzieciom-laptopy/#comment-2054762 ?

 
 
zwiń wątek Budyń  11 Wrzesień 2008 o godz. 16:32 #

Michuk… zlituj się…
o jakim czytaniu z laptopa ty mówisz ? No, chyba że komiksów… jasne, że opracowana choć mało popularna technika drukowania podręczników i książek “on-demand” byłaby mile widziana (i potem odzysk papieru, też ćwiczone), ale czytać z laptopa SIĘ NIE DA. Koniec. Kropka. Choćby dlatego, że wyświetlaczy o rozdzielczości porównywalnej z gaztami klasycznymi nie uświadczysz na rynku w ciągu przynajmniej dekady. Oczy nie włosy, a musza wystarczyć do pracy na coraz bardziej odległe emerytury.

Kalkulatory o których mówisz, to oczywiście fajna rzecz. Natomiast to zupełnie inny sprzęt niż laptopy.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 17:52 #

@Budyń, Laptopy XO-1 z projektu OLPC mają właśnie ekrany przystosowane do czytania długich tekstów. Poczytaj: http://wiki.laptop.org/go/Display

 
zwiń wątek Budyń  14 Wrzesień 2008 o godz. 12:34 #

Ale rozdzielczość (odczuwalną i rzeczywistą) nadal niewiele większa. Aby dorównać gazecie/ksiażce, musiałbyś mieć coś w rodzaju http://en.wikipedia.org/wiki/Ultra_High_Definition_Video.

No i w przypadku książek, łatwiejsza i tańsza jest praca “wielomonitorowa” ;)

 
 
 
 
zwiń wątek lamerek  11 Wrzesień 2008 o godz. 16:30 #

Jestem nauczycielem informatyki i innych przedmiotów plus administracja pracownią na otwartym oprogramowaniu.
Po pierwsze już widzę sanepid który wchodzi do szkoły i ogląda lekcje gdzie wszyscy uczniowie siedzą z laptopami /higiena i bezpieczeństwo uczniów/
Jak w każdej klasie rozwiąże się sprawę zasilania takich laptopów?
Czytanie podręcznika z laptopa z 10 calową matrycą?
Jak uczeń za bierze laptopa do domu i będzie chciał skorzystać z internetu a będzie ograniczony dostęp poprzez sieć przygotowaną w szkole?
Po pierwsze szkolić nauczycieli do wykorzystania technologii informacyjnej na własnych lekcjach /w każdej szkole jest laptop i projektor, w ilu wykorzystany?/
Po drugi wyposażyć szkoły w pracownie multimedialne z prawdziwego zdarzenia /jeden uczeń – jeden komputer/
Po trzecie udostępnić internet dla uczniów w domu za darmo tak aby mogli kontaktować się z nauczycielem po lekcjach w razie problemów z nauką i zadaniem domowym.

zwiń wątek Budyń  11 Wrzesień 2008 o godz. 16:35 #

Ciekawe – i nauczyciele, za tę samą co obecnie pensje mają być 24h dostępni dla uczniów ? No litości…

 
zwiń wątek nintyfan  13 Wrzesień 2008 o godz. 14:04 #

Ja bym się nie obawiał o problem z zasilaniem. Wszystko zależy, jak rząd chce rozwiązać pewne kwestie. Te laptopy powinny być głównie wykorzystywane do nauki. Dobrym rozwiązaniem byłoby postawienie na coś w stylu Express Gate i napisaniu wszystkich aplikacji w jakiejś technologii internetowej(np. AJAX). Dysk twardy/pamięć SSD mogłaby być używana jedynie w przypadku braku połączenia z sieciom szkolną, do zapisywania stanu pracy i przy ładowaniu niektórych aplikacji(można włączać/wyłączać dysk programowo), a także do użytku domowego(np. gdy użytkownik nie ma łączności z internetem i chce sobie uruchomić jakąś aplikację szkolną). W dodatku na rynek mają trafić jakieś naprawdę energooszczędne laptopy. jeżeli laptop zużywałby naprawdę mało energii, to może będzie możliwość ładowania go przez łącze USB lub przynajmniej zwyczajnej pracy(IMHO). Jeśli tak, to uczniowie mogą wpaść na chwilę do pracowni informatycznej w szkole lub poprosić nauczyciela o pomoc.

zwiń wątek Budyń  14 Wrzesień 2008 o godz. 12:41 #

A ja bym się obawiał. Przygotowanie dobrej pracowni (a tym bardziej kilku) to złożona sprawa. Szczególnie że budynki szkolne to nie biurowce – przestarzałe instalacje, brak podłóg/sufitów i infrastruktury pozwalającej na szybkie położenie potrzebnej ilości kabli i doprowadzenie ich do stanowisk w bezpieczny sposób. Czyli – kucie, rycie, tynkowanie. Ba, brak gaśnic do gaszenia urządzeń elektrycznych/elektronicznych. Jeżeli przy okazji projektu odremontują gruntownie wszystkie szkoły, to chociaż tyle…

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek michuk  11 Wrzesień 2008 o godz. 23:27 #

Niestety, po dzisiejszym niusie, wygląda to źle. Gorzej niż przewidywałem…

zwiń wątek Budyń  13 Wrzesień 2008 o godz. 08:10 #

Nie jest tak źle, żeby gorzej być nie mogło :)

 
zwiń wątek nintyfan  13 Wrzesień 2008 o godz. 11:26 #

Cała Polska czyta dzieciom. Projekt finansowany przez ministerstwo(rząd), tylko nie pamiętam jakie. Teraz gdy firmy komputerowe chcą sfinansować własny projekt rządowy, to branża wydawnicza(a może księgarzy?) wychodzi na przeciw.

zwiń wątek nintyfan  13 Wrzesień 2008 o godz. 11:33 #

Chociaż księgarze mają rację. MEN zamiast zapłacić za programy będzie płacić za prawo do nauczania uczniów i to z pieniędzy podatników. Programy będą zamknięte, więc być może powstanie problem uzależnienia się, a nie każdemu nauczycielowi może dany program pasować. A co w przypadku stagnacji programu, która może nastąpić praktycznie natychmiast? Teraz są to pieniądze Unii, ale w przyszłości to my będziemy musieli kupować oprogramowanie. I co, jeśli producent narzuci wyższe ceny po jakimś czasie? Gdyby wypuścić źródła programu na jakiejś wolej licencji, to inne firmy mogłyby zakupić taki program i zaproponować szkole support lub dopasowanie do konkretnych wymagań(choćby małe zmiany w interfejsie). Ciekawi mnie jeszcze w czym będą te zamawiane programy? Wie może ktoś? W moim odczuciu, to ministerstwo też powinno wesprzeć przy okazji projekt wolnych podręczników.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek Tomek  12 Wrzesień 2008 o godz. 09:37 #

Witam,

Slyszalem kiedys twierdzenie, ze komputer ulatwia rozwiazywanie problemow, ktorych bez komputera wogole by nie bylo. Mam wrazenie, ze takie nastawienie nadal panuje. Ludzie, informatyka nie jest o komputerach, podobnie jak atronomia nie jest o teleskopach! Komputer jest tylko narzedziem a nie celem samym w sobie. I dawno przestal byc narzedziem wylacznie dla informatykow.

Naprawa i konserwacja narzedzia to zadanie dla “konserwatora narzedzi” i nie ma nic wspolnego z jego przeznaczeniem. Serwisant teleskopow i astronom to dwie zupelnie inne funkcje, choc czasem pewnie wykonywane sa przez te sama osobe. Podobnie jest z uzywaniem i serwisowaniem samochodow, komputerow, mikroskopow czy drewnianych cyrkli uzywanych na lekcjach matematyki. Jest to ta sama kategoria problemow i daje sie je rozwiazywac tymi samymi metodami. – przeglad, naprawa, wymiana, zapasowy egzemplarz itp.

Inna sprawa to umiejetnosc wykorzystania narzedzia. Nie wiem, czy przecietna polonistka z wieloletnim stazem bedzie umiala za pomoca drewnianego cyrkla i linijki przyblizyc uczniom problematyke lekcji i czy akurat takie narzedzia w jej rekach pomoga uczniom. Podobnie nie wiem, czy przecietny nauczyciel z typowym wyksztalceniem i srednim stazem bedzie umial za pomoca komputera zrobic cokolwiek uzytecznego dla swoich uczniow. Jesli nauczyciel nie korzysta z komputera na co dzien, to najzwyczaj nie wie, bo skad ma wiedziec, do czego sie to narzedzie nadaje, w czym pomaga a w czym przeszkadza?

I wreszcie ostatnie: jakosc narzedzia. Jesli ta czesc nie wypali, bo albo bedzie brakowac niezbednej funkcjonalnosci albo taka maszyna bedzie spedzac wiekszosc czasu w serwisie, to nawet najlepszy nauczyciel nie da rady uzyc jej z pozytkiem dla swoich uczniow.

Podsumowujac: na razie nie wiem, do czego, konkretnie, takie laptopy beda wykorzystywane przez nauczycieli, czy ludzie i sprzet podolaja zadaniom i wreszcie czy wdrozenie tego calego projektu przyniesie jakieklwiek korzysci. Zamiast hasla i kwoty wolalbym raczej zobaczyc “biznes plan”, mowiacy co konkretnie zyskaja uczniowie na pierwszym miejscu a dopiero pozniej jak to zrobic i wreszcie ile to bedzie kosztowac.

Bez zdefiniowania MIERZALNYCH celow skad niby bedzie wiadomo, czy te cele osiagnelismy?

Pozdrawiam,
Tomek

zwiń wątek mario  12 Wrzesień 2008 o godz. 10:24 #

Jest jeden definitywnie mierzalny cel – wysokość łapówki dla ludzi, którzy chcą to przeforsować! W innym wypadku takich bezsensów nikt by nie robił. Ktoś chce wykorzystać ogromną ilość publicznych (czyli Naszych) pieniędzy dla własnej korzyści w niby szczytnym celu, większości (zwłaszcza tej głupszej większości) pomysł się podoba, jest taki wspaniały i socjalistyczny. Oczywiście popieram Twoją wypowiedź w 100%, choć moim zdaniem przedstawienie takiego planu, który pokazał by użyteczność takiego ruchu jest prawie niemożliwe, bo pomysł sam w sobie jest głupi.

zwiń wątek michuk  12 Wrzesień 2008 o godz. 12:30 #

@mario: Rozumiem, że cokolwiek rząd robi, robi po to żeby zgarnąć pieniądze na łapówkach? Jeśli takie jest Twoje podejście to trudno o czymkolwiek rozmawiać. IMHO, lepiej koncentrować się na konkretnych pomysłach i krytykować albo pochwalać konkretne działania. Jak złapiesz kogoś na łapówce to oczywiście trzeba to nagłośnić i potępić. Ale krzyczenie że “oni tylko biorą” jest IMHO nieco szczeniackie.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek mario  12 Wrzesień 2008 o godz. 13:24 #

@michuk: prawo jest tak skonstruowane, że pozwala na takie działania bez konkretnych dowodów. Niestey, wystarczy popatrzeć jak zmarnowane zostały nasze pieniądze na systemie dla ZUS, czy innych urzędów państwowych. Popatrz co ten system robi, ile kosztował, jak działa i jakie były warunki przetargu.

Wcześniej robiła go mała firma z Bielska i system działał sprawnie, potem warunki startu w przetargu tak wywindowali, że kwalifikował się tylko prokom, a potrzebowali w starym systemie tylko jedną funkcję i jest oczywiste, że taniej jest to funkcję dorobić do starego i dobrze działającego systemu, zamiast tworzyć go od nowa za grubą kasę. Ale oczywiście nie swoje pieniądze się łatwo wydaje i chętnie kradnie.

Drugi przykład to systemy dla służby zdrowia. Jedyny działający system, który przyjął się w śląskim, nie jest wprowadzany w reszcie kraju. Dlaczego? A właśnie dlatego, że inni też chcą zarobić na łapówkach!

Ustrój socjalistyczny jest skuteczny tylko gdy absolutnie wszyscy urzędnicy są ludźmi uczciwymi, a jak wiadomo tak nie jest, dlatego działa to tak jak działa – przykład? Tytułowe laptopy dla edukacji! Dla mnie jest oczywiste, że ktoś ma w tym interes aby to wprowadzać i bynajmniej nie zależy mu na edukacji dzieci w szkołach!

 
zwiń wątek michuk  12 Wrzesień 2008 o godz. 14:10 #

To że dla Ciebie jest to oczywiste to tylko Twoja sprawa. Jeśli nie chcesz brzmieć jak fanatyk to podeprzyj to dowodami. I nie, dowodem nie jest że ktoś kiedyś wziął łapówkę za jakiś system dla rządu. Dowodem byłoby na przykład wykazanie powiązań osób odpowiedzialnych za projekt laptopów dla dzieci z firmą sprzedającą takie laptopy.

 
zwiń wątek mario  12 Wrzesień 2008 o godz. 14:58 #

W takim razie pokaż mi gdzie są warunki przetargu? Jaką firmę wybrano? Jakie to będą laptopy (konfiguracja + soft)?

Oczywiście dowodem jest to, że większość systemów dla urzędów państwowych jest zakupowana w ustawionych przetargach. Te pieniądze są tak duże, że nikt nie patrzy na nie obojętne i każdy kto tylko ma możliwość chce na tym skorzystać. Ten system tak został skonstruowany, że nawet pozwala rządowi i urzędnikom zrobić zakup bez przetargu! Chyba nie muszę tłumaczyć po to?

Uczciwy system przetargów mógłby wyglądać tak:
1. Państwo nie powinno mówić ile chce przeznaczyć pieniędzy na dany cel
2. Nie powinni absolutnie nikogo dyskryminować, kto tylko jest w stanie dostarczyć to co urząd chce kupić (czyli oferta może być odrzucona dopiero gdy nie spełnia któregoś z warunków)
3. Wszystkie oferty powinny być dostępne publicznie
4. Wybrana oferta powinna być oficjalnie uzasadniona, główny czynnik to cena, jeżeli tylko wszystkie warunki są spełnione
5. Warunki przetargu oczywiście powinny być dostępne publicznie dla absolutnie każdego, a cały proces powinien być prowadzony z pełną informacją publiczną (nie za zamkniętymi drzwiami)

Mamy do tego prawo, bo państwo wydaje nasze pieniądze, a nie swoje. Podatki i państwo istnieją po to aby Nam wspólnie żyło się lepiej, a nie aby urzędasy robiły nas w bambuko. Aktualny system przetargów jest tak skonstruowany aby Nas robić w bambuko.

Tak dowodem jest to, że przetargi są ustawiane i wiele firm po prostu nie może w nich startować, mimo iż są w stanie dostarczyć (nie raz o wiele taniej) to co urzędy chcą kupić.

 
zwiń wątek michuk  12 Wrzesień 2008 o godz. 15:20 #

@mario: Ależ podane przez Ciebie warunki funkcjonują. Wszystkie przetargi pojawiają się na stronach rządowych (Urząd Zamówień Publicznych, strony konkretnych ministerstw, etc), warunki przetargów są jawne, nie wiem jak z ofertami, ale tu są odwołania, które trzeba rozpatrzyć. Najczęściej kryterium głównym jest właśnie cena.

Poza tym piszesz:

Oczywiście dowodem jest to, że większość systemów dla urzędów państwowych jest zakupowana w ustawionych przetargach.

Naprawdę nie widzisz, że wciąż oskarżasz bez podania dowodów (albo chociaż poszlak, konkretnych przetargów i konkretnych przekrętów)?
Przetargi w ministerstwach mają wiele wad, robione są często po amatorsku, łamane są zasady PZP (patrz raport UBiK Business Consulting sprzed około roku) i to mogą być zarzuty. Ale krzyczenie “oni wszyscy kradną” nie popierając tego dowodami to gówniarzeria. Sorry :)

 
zwiń wątek mario  12 Wrzesień 2008 o godz. 15:43 #

@michuk: może powiesz mi jak sprawa wygląda ze stadionem w Warszawie na Euro 2012? Tam nie będzie przetargu, a cenę podniesione wielokrotnie do góry! Takich przypadków jest dużo!

BTW. mówisz, że są publicznie dostępne, to proszę o odpowiedź na pierwszą część mojego poprzedniego postu.

Ten raport dobitnie mówi o tym, że warunki konstrukcji zamówień przetargowych są łamane … tylko po co się je łamie? Możesz podać inną przyczynę niż chęć pozyskania korzyści majątkowych kosztem przetargu? Gdyby wszystko było ok nit tych warunków by nie łamał. To nie jest gówniarzeria tylko realne spojrzenie na problem!

 
zwiń wątek mini  13 Wrzesień 2008 o godz. 18:11 #

Mam “rodzine” w administracji. Tak, wiele przetargow jest ustawionych.

Mialem nieprzyjemnosc pracowac w jednej z najwiekszych polskich firm wdrazajacych systemy i moj szef w wywiadzie dla prasy powiedzial anonimowo, ze wszystkie wazne przetargi sa ustawione przez nich samych. Prokom, Optimus, Comuterland itd dogaduja sie miedzy soba jakie zlozyc oferty, zeby sie nie sprzedac tanio. Dziela sie sprawiedliwie, mnie ten kontrakt, tobie tamten, tamtemu 2 mniejsze itd. Nawet lapowek nie trzeba!
A “nasze” pieniazki uciekaja…

 
zwiń wątek mario  13 Wrzesień 2008 o godz. 21:07 #

@mini: dokładnie tak, nie trzeba nawet mieć rodziny w administracji – to widać po konstrukcji zamówień przetargowych!

 
zwiń wątek mario  14 Wrzesień 2008 o godz. 07:15 #

@mini: dodam jeszcze, że taka sytuacja (dogadywanie się firm softwareowych) jest możliwa dzięki 2 rzeczom:

1. socjalistyczny model państwa, który jest obrosły w ogromny aparat państwowy
2. sposób konstrukcji przetargów, który nie dopuszcza mniejszych firm, bo kilka się dogada, klika dziesiąt, czy set – miało by się już ciężko dogadać.

 
 
 
 
zwiń wątek michuk  14 Wrzesień 2008 o godz. 15:25 #

Polecam wywiad z prof. Maciejem M. Sysłą z Wyborczej opublikowany w czerwcu, właśnie na temat projektu “Laptopa dla dziecka”. Profesor jest jedną z osób pracujących jako ekspert przy programie rządowym.

 

[...] pisałem o nowym pomyśle rządu nazwanym ‘Laptop dla każdego gimnazjalisty’ (por. Laptop dla każdego dziecka – jak to zrobić). Dziś opublikowałem na jakilinux.org wywiad z profesorem Maciejem Sysło z UWr/UMK, ekspertem [...]

 
Nazwa (wymagane)
E-mail (wymagany - nie pokażemy go publicznie)
URI
Rozmiar pola: zmniejsz rozmiar | zwiększ rozmiar
Literówki najlepiej zgłaszać jabberem: michuk@jakilinux.org!

W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
  • Link: <a href="http://osnews.pl">OSnews: niusy komputerowe</a>,
  • Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
  • Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
  • Przekreślenie: <strike>tekst przekreślony</strike>,
  • Kod: <code>printf("blok kodu");</code>,
  • Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>
Uwaga: jeśli dodasz nieznany znacznik, będzie on niewidoczny, gdyż system filtruje takie znaczniki.

CC BY

Wszystkie autorskie teksty na blogu borys.musielak.eu publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska. Uwaga, jeśli nius jest cytatem z innej strony to obowiązuje licencja cytatu, a kopiując go należy podać link również do tej strony!